Fantasy Komiks

Źli magowie, odrażające potwory, dzielni rycerze, niezwykłe krainy – literatura i kino fantasy zawładnęły wyobraźnią czytelników i widzów. Na świecie ukazuje się też mnóstwo komiksowych serii fantasy,
z których tylko mała część została przedstawiona polskiemu odbiorcy. Postanowiliśmy nadrobić te zaległości i w comiesięcznej antologii publikować bestsellerowe cykle najbardziej znanych twórców fantastyki baśniowej.

 

W każdym tomie FANTASY KOMIKS przedstawiamy aż trzy pełne albumy komiksowe z serii należących do różnych odmian fantasy! Jako przerywniki proponujemy humorystyczne stripy – Brzdące z Troy, Gobliny i Heroic Pizza. Zarówno opowiastki o dzieciństwie Lanfeusta, jak też o niezdarnych goblinach i sprytnych roznosicielach pizzy w krainach magii powinny każdego rozśmieszyć do łez.

Fantasy Komiks
 
zobacz

  • Legenda - scenariusz i rysunki: Swolfs
  • Lasy Opalu - scenariusz: Christophe Arleston, rysunki: Philippe Pellet
  • Samuraj - scenariusz: Jean-François Di Giorgio, rysunki: Frédéric Genêt
  • Brzdące z Troy, Gobliny, Heroic Pizza

 

Do nabycia w kioskach, Empikach, księgarniach komiksowych oraz na merlin.pl od 2 lipca 2010. Cena: 19,99 zł

 

Tomy FANTASY KOMIKS dostępne w sprzedaży: OD 2 LIPCA

Tom Gdzie
tom 1 kioski sieci Kolporter
tom 3 kioski sieci Ruch, Garmond Press i Franpress
tom 4 kioski wszystkich sieci, Empik (dział prasy), Merlin, księgarnie komiksowe
Wszystkie tomy (1-4) Merlin, księgarnie komiksowe
Fantasy Komiks Fantasy Komiks zobacz
 

Do poczytania

Fantasy KomiksWywiad z Tomaszem Kołodziejczakiem o jego nowej książce "Czarny horyzont"

 

Z Tomaszem Kołodziejczakiem, pisarzem, wydawcą i redaktorem rozmawia Tomek Stawecki.

Najnowsza powieść Tomasz Kołodziejczaka „Czarny horyzont" ukaże się 20.VIII.2010 nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

 

Po ponad 10 latach wracasz do pisania książek. Jak to było? Obudziłeś się i postanowiłeś - wracam? Wydawca w końcu skusił Cię kontraktem? A może to skutek głosu Czytelników?

Kiedy w 1999 roku ukazała się powieść „Schwytany w światła" nie zakładałem, oczywiście, że oto teraz zrobię sobie przerwę na 10 lat. Zresztą - tak do końca - to jej nie zrobiłem. W tym czasie ukazało się kilka opowiadań, komiksów z moimi scenariuszami, trochę publicystyki.

No ale faktem jest, że pochłonęły mnie inne zajęcia. I prywatne - związane z rodziną, córkami. I zawodowe - jestem wydawcą komiksów dla dzieci i dorosłych w wydawnictwie Egmont. Także wcześniej, na początku lat 90-tych, łączyłem pisanie z pracami redakcyjnymi - czy to wydając almanach fantastyki „Voyager", czy pracując dla „Feniksa" lub „Magii i Miecza". W Egmoncie mogłem zająć się tym na poważnie, budować w Polsce rynek komiksowej prasy dziecięcej, a potem komiksu w ogóle. Przez te kilkanaście lat wydaliśmy mnóstwo światowych arcydzieł, pokazaliśmy wielu polskich debiutantów, oswajaliśmy z tym medium dziennikarzy. A ponieważ komiks to, obok fantastyki, jedna z moich pasji, ta praca zajęła mi na tyle duży wycinek mózgu, że zabrakło tam trochę miejsca i energii na regularną robotę literacką.


Powieść „Czarny Horyzont" to głębokie zanurzenie w uniwersum, które już eksploatowałeś...

Tak. Pierwsze przymiarki do tego świata zacząłem już kilka lat temu. Oto Polska w połowie XXI wieku, nowoczesna technika zmieszana z magią, mocna, wypchana pomysłami fantastyka, ale w realiach bliskich czytelnikowi. Taki był zamysł. Pierwszy tekst z uniwersum „Czarnej granicy" - „Klucz przejścia" ukazał się w prasie w 2004 (potem, został zarepetowany w antologii „Tempus fugit"). Później było opowiadanie „Piękna i graf" w antologii „Niech żyje Polska, hurra!", które dostało nominację do nagrody im. Janusza Zajdla w roku 2006. Przez cały ten czas powolutku pisałem kolejne strony powieści. Raczej zrywami, po kilkadziesiąt stron co kilka miesięcy. No i w końcu dotarłem do końca. Dodatkowo udało mi się napisać kolejne opowiadanie „Nie ma mocy na docenta", które ukaże się we wrześniowym „Science Fiction, Fantasy i Horror".

 

Czy takie było pierwotne zamierzenie? Przetestować w opowiadaniach pomysł na nowy świat, a potem zaserwować powieść? Czy może zadziałał tu jakiś inny czynnik?

Zawsze tak robiłem. Najpierw pisałem kilka opowiadań w danej rzeczywistości, niejako badałem ją literacko, sprawdzałem możliwości jakie niesie dany świat, budowałem go, układałem sobie w głowie szczegóły. Potem pisałem dłuższą formę. Moja pierwsza powieść, „Wybierz swoją śmierć" z 1991 roku to klasyczna, awanturnicza hard sf z elementami space opery, w uniwersum nazwanym przeze mnie „Akademią". Poprzedzało ją kilka opowiadań z tego samego kosmosu, w tym mój debiut z 1985 roku, „Kukiełki". Zanim powstała powieść „Krew i kamień", napisałem niedrukowane nigdzie bodajże dwa opowiadania, umieszczone w tym świecie fantasy. No i wreszcie Dominium Solarne - przed „Kolorami sztandarów" stworzyłem kilka nowel, grę paragrafową „Rzeźbiarze Pierścieni", grę rpg „Strefa śmierci" drukowaną w odcinkach w „Magii i Mieczu".

Tak też było i z „Czarnym horyzontem" - opowiadania były pierwszym zapisem różnych pomysłów, także trochę „zaklepaniem" tematu, no a powieść je rozwija, lekko gdzieniegdzie modyfikując.

 

Powiedz kilka zdań o uniwersum „Czarnego horyzontu" ...

Mamy rok 2055. Na Ziemi pojawiły się czarodziejskie emanacje - stwory, zjawiska, broń - z wielu różnych światów. Część Europy została najechana przez istoty z innej rzeczywistości, nazwane z tolkienowska balrogami. Magiczna wojna zniszczyła ogromne połacie kontynentu. Do Polski przybyła inna rasa, elfy. Pomagają ludziom w magicznej walce z najeźdźcami. Głównym bohaterem jest Kajetan, królewski geograf, który podróżuje po terenach zniszczonych i przekształconych w czasie inwazji. Bada je, opisuje, czasem wykonuje wojskowe misje. Tyle mogę powiedzieć, nie zdradzając szczegółów powieści.


"Piękna i graf" miały swoją premierę w 2006 r. Apetyty na "Czarny horyzont" są po takim czasie ogromne - czy odczuwasz związaną z tym presję, może tremę? Jesteś w stanie ocenić swoją formę pisarską? Taki raport przed meczem...

Oczywiście, to fajnie mieć nową książkę na rynku. Ciekaw jestem, jak ją przyjmie młoda generacja czytelników, tych wychowanych już na nowej polskiej fantastyce, ale nie znająca cyklu o Dominium Solarnym. Z powieści jestem zadowolony, gdybym nie był, to bym jej nie wysłał wydawcy. Ale opinie o „Czarnym horyzoncie" muszą wydać odbiorcy, a nie ja.

 

Zniszczona międzywymiarową wojną ale właściwie współczesna Europa („Czarny horyzont") i ekstremalnie technologiczne Dominium Solarne (z powieści „Kolory sztandarów" i „Schwytany w światła") - to z pozoru zupełnie różne światy. Z pozoru, bo mam wrażenie, że filozofia leżąca u ich zarania ma pewne cechy wspólne - są mocno spolaryzowane, dobro i zło są w nich silnie zarysowane. Z wielką dbałością wkomponowujesz w swoje światy systemy wartości, systemy polityczne, kulturę, modę (jakże szeroko opisywana w tekstach o Dominium Solarnym). Przemycasz w ten sposób własne poglądy, sposób postrzegania, czy to raczej element wykreowany i dopasowany do schematu?

Ponieważ nie jestem zawodowym pisarzem - nie w tym sensie, że muszę wydać trzy powieści rocznie, żeby mieć z czego żyć - mam komfortową sytuację. Piszę książki, jakie sam chciałbym czytać. Piszę o sprawach, które mnie interesują. Piszę tak, jak lubię. Oczywiście, mając nadzieję, że będzie to ciekawe dla czytelników.

A lubię fantastykę wypchaną gadżetami i pomysłami. Lubię oryginalne światy, pełne dziwnych ras, przedmiotów, innych sposobów myślenia. Lubię inteligentną prozę, której twórcy są erudytami i potrafią wmiksować tę swoją wiedzę w tworzenie wiarygodnych ciekawych rzeczywistości, wymyślonych czy historycznych. Takie światy muszą być głębokie - mieć swoją historię i geografię, politykę i modę, kulturę i konflikty wewnętrzne, religię i naukę. To właśnie czujesz, gdy czytasz na przykład prozę George'a Martina, Waltera Jona Williamsa czy Chiny Mieville'a.

Na tym, moim zdaniem, polega siła fantastyki. Na zaproszeniu czytelnika do podróży w nieistniejące czasy i miejsca. Więc kiedy konstruuję świat - niezależnie czy fantasy czy science fiction - lubię opracować różne jego aspekty, ale także wyciągać wnioski i konsekwencje z przyjętych wcześniej założeń.

 

Najpierw premiera "Czarnego horyzontu", później antologia opowiadań osadzona w tym samym świecie. A dalej? Kolejna przerwa w pisaniu? Żadego ze swoich światów jeszcze nie unicestwiłeś - furtki są otwarte, a to intryguje i zmusza do zadania tego pytania. Zatem "Krew i kamień", "Dominium solarne", czy dłuższy pobyt w świecie Geografa?

Mam wiele konspektów. Kilka zatrzymuje się na dłużej w rzeczywistości „Czarnego horyzontu". Kilka prowadzi do kolejnych, nowych światów. Dominium Solarne to na razie sprawa zamknięta - obie powieści i zbiór wszystkich opowiadań z tego cyklu ma wydać Fabryka Słów. Sam jestem ciekaw, jak z tym pisaniem będzie mi szło, szczerze mówiąc...

 

Który ze stworzonych światów darzysz największym sentymentem? Ma to przełożenie na postacie, czy konkretne teksty?

Teksty napisane - to znaczy zrobione, odfajkowane. Czas myśleć o nowych bohaterach, a nie wzdychać do starych. Świat Akademii z debiutanckiego opowiadania i powieści to miłe wspomnienie młodzieńczych fascynacji klasyczną, nieudziwnioną fantastyką naukową, w której liczyła się przygoda, kosmiczne krajobrazy, kontakty z innymi rasami. Taką prozę uwielbiałem jako nastolatek. Dominium Solarne to już elementy cyberpunka, fantastyki socjologicznej, głębszego wejścia w nowoczesną kosmologię. „Czarny horyzont" pozwala bawić się miksem fantasy i science fiction, grać kontekstami kulturowymi i historycznymi. Ale w tych tekstach, pisanych na przestrzeni ćwierćwiecza, zawsze zajmowałem się - najlepiej jak w danym momencie umiałem - pokazaniem bohatera, który ma poważne sprawy do załatwienia w interesującym, wiarygodnym świecie.


W swojej dotychczasowej twórczości dałeś się już poznać zarówno jako pisarz fantasy, jak i science fiction. Świat Geografa to wręcz hybryda tych gatunków. Jak zatem zdefiniujesz swoją przynależność jako pisarz?

Nijak, szczerze mówiąc. Pisałem teksty w każdej odmianie fantastyki, nawet ze dwa krótkie horrorki popełniłem. Pamiętaj, że napisałem też cykl humorystycznej fantasy dla dzieci (i ich rodziców) „Przygody rycerza Darlana", a także opowiadania do systemów rpg. Ciekawi mnie różnorodność, płodozmian, wędrówka po różnych planetach i planach rzeczywistości. Podziwiam pisarzy, którzy przez dwadzieścia lat tłuką kolejne powieści jednego wielkiego cyklu. Rozumiem, jakie są komercyjne zalety takiego rozwiązania. Jednak mnie to nie ciekawi. Bawi mnie natomiast sprawdzanie możliwości, jaką dają rożne odmiany

 

Pytanie o inspiracje, czyli żelazny kanon rozmów z literatami. Jakie wpływy ukształtowały Twój wizerunek literacki? Książki, filmy, gry, pisarze?

Chowałem się na klasycznej science fiction - Lem, Strugaccy, Zajdel, Bułyczow, Verne, nieliczni wtedy dostępni Anglosasi. Dużo niefantastycznej klasyki - Sienkiewicz, Kossak-Szczucka, Fiedler, Szklarski. W liceum odkryłem Tolkiena i Le Guin, czyli fantasy z najwyższej półki. Poza tym czytałem wszystko z fantastyki, co mi wpadło w rękę, a także książki historyczne, przygodowe, popularnonaukowe, komiksy. Bardzo interesowałem się historią nauki, ewolucjonizmem, archeologią. Jestem maniakiem czytania, generalnie. Kino - raczej widowiskowe, typu „Star Wars" czy „Obcy", ale nie odmówię dobrej komedii romantycznej czy dziecięcej animacji. Ostatnio, niestety, mam wrażenie, że dobrzy scenarzyści przenieśli się do telewizji. Jestem wielkim fanem seriali typu „Star Trek", „Babilon 5" czy „Battle Star Galactica". Ale też - „Doktora House'a", „Różowych lat 70-tych", czy „Fineasza i Ferba". Słucham muzyki „z tekstem" - od „Kultu", „Proletariatu", „Armii" przez „Raz, dwa trzy", „Lao Che", „Strachy na lachy" po „Kabaret Starszych Panów", Kaczmarskiego, Kryla, Wysockiego. Przy pisaniu używam muzyki filmowej - Dominium Solarne napisałem przy soundtracku z „Babylonu 5". Gier komputerowych unikam, bo jestem stwór towarzyski, potrzebuję ludzkiego przeciwnika. Mam więc ogromną kolekcję gier planszowych rożnego rodzaju i przy nich często spędzam czas (ostatnio najczęściej - „Dominion", „Himalaya", „Gra o tron").

 

Śledziłeś kariery pisarzy, kolegów z którymi współpracowałeś w latach 90-tych?

Wraz z grupą przyjaciół - od pierwszej połowy lat osiemdziesiątych - tworzyliśmy półformalną organizację, Klub Tfurcuf. Przeszło przez nią okresie ciągu kolejnych dwudziestu lat wielu autorów. W jej ramach - oprócz życia towarzyskiego i imprezowego oraz dyskusji o literaturze, polityce, kosmosie i całej reszcie - czytaliśmy i omawialiśmy własne teksty, wydawaliśmy fanziny, organizowaliśmy konwenty. Kiedy pojawił się wolny rynek w 1989 - wielu z nas zaczęło prowadzić własne pisma („Voyager", „Feniks"), pisać publicystykę, no i oczywiście wydawać prozę. Z tym środowiskiem związanych było wielu kluczowych obecnie na polskim rynku pisarzy - Grzędowicz, Kochański, Komuda, Kres, Piekara, Pilipiuk, Ziemkiewicz. Wielu innych także wydaje książki, pracuje w rożnych wydawnictwach, pisuje publicystykę, tłumaczy np. Bochiński, Drewnowski, Sędzikowska, Szrejter, Wiśniewski . Oczywiście, pisarstwo to robota indywidualna, każdy pracuje na swój rachunek, ale myślę, że dla większości z nas Klub Tfurcuf to fajne wspomnienie. Ostatnim naszym wspólnym przedsięwzięciem była dwutomowa antologia „Niech żyje Polska, hura!" z roku 2006.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

TOMASZ KOŁODZIEJCZAK (1967)

Pisarz, scenarzysta, wydawca.

Debiutował w 1985 roku opowiadaniem „Kukiełki" („Przegląd Techniczny").

Wydał powieści: „Wybierz swoją śmierć", „Krew i Kamień", „Kolory sztandarów", „Schwytany w światła", tomy opowiadań „Wrócę do ciebie, kacie", „Przygody rycerza Darlana", grę „Rzeźbiarze Pierścieni", komiks „Darlan i Horwazy - Złoty Kur" (rysunki Krzysztof Kopeć).

Sześciokrotnie nominowany do nagrody imienia Janusza Zajdla, otrzymał ją w roku 1996 za powieść „Kolory sztandarów". Ostatnio czytelnicy zauważyli jego opowiadanie „Piękna i graf" (nominacja do nagrody Zajdla za rok 2006).

Scenarzysta komiksowy - napisał wiele nowel dla Przemysława Trusta Truścińskiego. Trzykrotny laureat nagrody „Śląkfa" (z działalność wydawniczą i fanowską). Laureat nagrody im. Papcia Chmiela za zasługi dla komiksu w Polsce.

Jego eseje, powieści i opowiadania były tłumaczone na język angielski, czeski, litewski, rosyjski.

Autor recenzji i felietonów, redaktor pism „Voyager" i „Magia i Miecz", twórca antologii, prowadził programy o kulturze popularnej w telewizji i radiu. Członek grupy literackiej Klub Tfurcuf.

Obecnie jest wydawcą komiksów dla dzieci i dorosłych w wydawnictwie Egmont Polska.

***

W roku 2010 otrzymał odznakę „Zasłużony dla kultury polskiej" przyznaną przez Ministra Kultury Dziedzictwa Narodowego

W sierpniu 2010 ukazała się najnowsza powieść - „Czarny horyzont" (Fabryka Słów), łącząca wątki fantasy, science fiction, historyczne i przygodowe.

Fantasy KomiksFantasy jest fajna. Rozmowa z redaktorami Fantasy komiks: Arturem Szrejterem i Katarzyną Gwiazdą.

 

Skąd pomysł na cykliczną antologię poświęconą komiksom fantasy?
Pomysł wynikł z prostej obserwacji: od lat w Polsce rośnie zapotrzebowanie na fantasy w ogóle – książki, filmy, gry, komiksy – z czego widać, że istnieje spora grupa miłośników tego gatunku fantastyki. Oczywiście, niemała część oferty komiksowej naszego Klubu Świata Komiksu to właśnie fantasy, ale sprzedawane oddzielnie albumy są dostępne tylko w księgarniach i tylko w większych miastach. Często barierą jest też cena pojedynczych albumów (25-30 zł). W FK za jedyne 20 zł można przeczytać 3 pełne albumy i dodatkowe  shorty komediowe.

Czemu FK nazywacie antologią?
Trudno nazwać czasopismem tom zawierający aż trzy pełne albumy, a do tego stripy. Formuła pisma byłaby inna: więcej różnych historii, za to krótkich lub będących efektem cięcia albumów na kilkunastostronicowe odcinki. Nam znacznie bardziej odpowiadała formuła antologii – aby w każdym tomie FK czytelnik od razu dostał potężną dawkę danej serii, mógł przeczytać cały album i miał pewność, że w następnych tomach antologii dostanie kontynuację cyklu. Ten wybór potwierdzają opinie czytelników z internetowej ankiety.

Jak udało się uzyskać tak niską cenę jednostkową? Dokładacie do interesu?
Nie planujemy. W przypadku naszej antologii zasadniczą kwestią, która umożliwia sprzedaż po cenie znacznie niższej niż w przypadku samodzielnego albumu komiksowego, jest nakład – kilka razy wyższy niż przy albumach. Z kolei wyższy nakład jest możliwy przy założeniu, że stosujemy sprzedaż kioskową, a nie tylko księgarnianą – czyli docieramy do wielokrotnie większej ilości czytelników.

A jaki był odzew na tak niską cenę?
Entuzjastyczny! Dlatego mamy nadzieję, że entuzjazm czytelników przełoży się na wysokość sprzedaży, a ta pozwoli nam na długie kontynuowanie życia antologii.

A jak odbiorcy zareagowali na dobór komiksów?

Bardzo spodobało im się zróżnicowanie podgatunków fantasy, prezentowane już w pierwszym tomie FK (jest tam zarówno połączenie fantasy z SF, jak klasyczna fantasy w wymyślonym świecie, jest fantasy historyczna, są wreszcie humorystyczne stripy). Jak wynika z licznych odpowiedzi na naszą ankietę oraz z listów od czytelników, trafiliśmy także pod innymi względami: ludzie wolą czytać w każdym tomie zamknięty album komiksowy, wolą krótkie artykuły niż długie opracowania, chcą też po każdym albumie mieć przerywnik w formie stripów. Czyli odpowiada im właśnie taka formuła antologii, jaką zaprezentowaliśmy już w pierwszym tomie.

Prezentowane w FK komiksy to dzieła twórców francuskojęzycznych? A co z resztą świata?

Istnieje kilka interesujących serii z rynku anglosaskiego (np. Conan, Slaine czy cykle Warcraft), jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, sięgniemy też i po nie. Ale na razie koncentrujemy się na seriach wydawanych przez francuskie potęgi przemysłu fantasy. Na przykład stworzone przez Christophe’a Arlestona (scenarzystę komiksów ze świata Troy) imperium wydawnicze Soleil w dużej mierze jest oparte właśnie na cyklach fantasy – i co roku proponuje kilka nowych serii z tego gatunku. Jest w czym przebierać, szczególnie że francuskie wydawnictwa oferują całą gamę typów fantasy: od fantasy historycznej po heroic. Dobre czytadła, z wartką akcją, różnorodną tematyką, dobrą kreską. Ten rynek jest w Europie Zachodniej – mamy nadzieję, że także u nas – tak duży, że nawet sławni autorzy, którzy zaczynali od komiksów SF czy grozy, w ostatnich latach tworzą także fantasy. Przykładem niech będzie prezentowany w FK Swolfs – niegdyś koncentrował się na SF (np. Vlad) i grozie (znakomity Książę nocy), a dziś równie świetnie rysuje Legendę. Przykłady można by mnożyć.

Czy pod względem graficznym zamierzacie się ograniczać do, na przykład, komiksów rysowanych realistycznie?
Oczywiście, że nie. Już w pierwszym tomie FK mieliśmy realistyczną Legendę, obok bardziej baśniowo rysowanych Rozbitków z Ythaq, a już prezentowane w drugim tomie FK stripy Heroic Pizza z realizmem nie mają nic wspólnego. Istnieje też spory wybór serii, tworzonych szczególnie w ostatnich paru latach, które rysowane są przy dużym udziale programów komputerowych – i wyglądają niezwykle ciekawie. Nie zamierzamy rezygnować ani z serii w stylu hiperrealistycznym (jak publikowany niegdyś w ramach KŚK Storm), ani z komiksów rysowanych w stylach niemalże karykaturalnych. Każdy styl ma własny urok. Dla nas natomiast znaczenie ma przede wszystkim jakość scenariusza i rysunku. Te historie muszą być po prostu dobre: ciekawe, zaskakujące, pełne przygód, magii, cieszące oko poziomem kreski.

A jakich nowych serii czytelnik może się spodziewać?

W pierwszych tomach FK będziemy kontynuować cztery podstawowe, albumowe cykle oraz trzy cykle stripów. Czas na zmiany przyjdzie po umocnieniu się antologii na rynku. W tej chwili żadnych konkretnych tytułów nie możemy ujawniać.

W pierwszych numerach postawiliście na komiksy wspomnianego już Arlestona. Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta – po wycofaniu się z rynku Jeana Van Hamme’a (Thorgal), właśnie Christophe Arleston jest obecnie największym, najpłodniejszym twórcą scenariuszy do komiksów fantasy. Stworzył nie tylko wiele serii z niezwykle rozbudowanego świata Troy – ma na koncie mnóstwo innych cykli, a niemal wszystkie charakteryzują się dużą dawką akcji, magii, walki, humoru, no i odrobiny erotyki. Czyli zestaw idealny do rozrywkowej fantasy.

A teraz prywatne pytanie do was jako redaktorów? Dlaczego antologia jest poświęcona fantasy, a nie na przykład kryminałowi?
Lubimy komiksy gatunkowe, w tym fantastykę. Uruchomiliśmy kilka cykli (Science fiction, Sensacja, Obrazy Grozy) w ramach Klubu Świata Komiksu. Natomiast uznaliśmy, że największe szanse na sukces w obiegu masowym (kioskowym) ma właśnie tematyka fantasy – niezwykle popularna w innych mediach, literaturze, grach komputerowych, figurowych, filmie.

Ale jeśli FK okaże się sukcesem, pomyślicie o innych tego typu cyklicznych wydawnictwach?

Oczywiście, ale dziś na takie plany jest stanowczo za wcześnie.

Mówiliście o wynikach ankiety – znajdowało się w niej pytanie o wiek. Zatem jak wygląda wasz czytelnik?
Większą część stanowią czytelnicy dorośli, powyżej 19 roku życia, ale pozytywnie zaskoczyła nas duża liczba odbiorców od 13 do 18 lat. Jest ich na tyle dużo, że można mieć nadzieję, iż wreszcie doczekaliśmy się nowego pokolenia czytelników komiksu. A przecież właśnie o to od lat promuje Egmont, wydając pisma komiksowe i albumy dla dzieci i młodzieży – od Kaczora Donalda, przez Giganta, po niektóre serie z KŚK.

Pozostaje nam życzyć antologii Fantasy komiks sukcesu wydawniczego!
I jakościowego. Pamiętajmy, że wydajemy komiksy, a te muszą być i ciekawie napisane, i dobrze narysowane. W tej branży bubel się nie sprzeda – najpierw musi być sukces jakościowy, dopiero za nim idzie sukces wydawniczy. Dziękujemy.

Fantasy KomiksWywiad z Christophe'em Arlestonem.

 

mistrzem fantasy i humoru,
scenarzystą serii publikowanych w Fantasy Komiks:

- Rozbitkowie z Ythaq

- Lasy Opalu

- Brzdące z Troy

Po stworzeniu wielu tomów serii fantasy Lanfeust z Troy i Trolle z Troy, znakomity francuski scenarzysta Christophe Arleston zajął się pisaniem innych cykli fantasy i SF - Léo Loden, Pieśń Excalibura, Mistrzowie Kartografowie, Moréa czy Rozbitkowie z Ythaq.
W tym wywiadzie wyjaśnia, jakie są jego fascynacje w dziedzinie literatury fantastycznej i dlaczego tak ważny jest dla niego humor
w komiksie.

Większość komiksów z pańskimi scenariuszami to dzieła z gatunku fantastyki, szczególnie humorystycznej fantasy.
Co pociąga pana w wymyślonych światach?

Arleston: Zawsze uwielbiałem czytać science fiction i fantasy. Te gatunki pociągały mnie od najmłodszych lat. Bez wątpienia dlatego, że opisują ludzi pragnących uciec od rzeczywistości, a ja należę do tych, którzy cały czas uciekają w marzenia,
gdyż rzeczywistość nieprawdopodobnie mnie przygnębia. Od dzieciństwa uwielbiałem historie zaczynające się „Pewnego razu był sobie..." z zamkiem
i księżniczką...
Z tych samych powodów kochałem starożytne legendy oraz mity greckie.
Wiedza mamy - nauczycielki historii - bardzo mi się przydawała!

Światy fantastyczne umożliwiają poruszenie wszystkich tematów i problemów,
lecz z dystansu, który daje im nowy, bogatszy wymiar - co nie jest możliwe
w literaturze głównego nurtu. To właśnie pociąga mnie w tym, co czytam, nawet jeśli sam nie robię tego jako autor. Czasami próbuję poruszyć poważne sprawy,
lecz po dwóch stronach dodaję poduszkę pierdzącą i trzy mało wybredne dowcipy.
Po prostu nie potrafię inaczej. Mnie bawi parodia. By odniosła zamierzony efekt, musi być osadzona w dobrym scenariuszu. Terry Pratchett jest mistrzem w tym gatunku. Wszystkie powieści z cyklu Świat Dysku są przezabawne, lecz za humorem kryje się prawdziwa intryga, z prawdziwą stawką. Właśnie taki kręgosłup realnej historii sprawia, że humor jest naprawdę śmieszny.

Czy jeszcze jacyś autorzy mieli na Pana wpływ? Których szczególnie Pan lubi?

Arleston: Jeden autor wywarł na mnie wpływ szczególny i jest jednym
z największych w swoim gatunku: Jack Vance [sławny pisarz fantasy i SF, m.in. wydanego w Polsce cyklu Lyonesse - przyp. red. pol.]. Ma prawdziwy dar opowiadania rozmaitych historii osadzonych w różnych światach. Potrafi nadać głębię wszystkiemu, o czym pisze, pozostając przy tym autorem powieści popularnych. Dziś wielu pisarzy pragnie przemycić w swych powieściach treści związane z kulturą, a wychodzi im coś nienaturalnie uwznioślonego lub nieciekawego. Powieści Jacka Vance'a zaś - choć są łatwe w odbiorze - napisane są świetnym stylem i wyczuwa się w nich doskonały pisarski warsztat. Są też bardzo sprawnie skonstruowane. Odkryłem jego powieści, gdy miałem jakieś 13 lat.
Do 25 roku życia pozostawał moim ulubionym autorem, którego na okrągło czytałem. Co najmniej pięć razy każdą powieść. Cały czas odkrywam w nich coś nowego. To elegancki i subtelny autor. Jestem bardzo zadowolony, że przed kilkoma laty miałem okazję zjeść z nim i kilkoma innymi osobami wspólny posiłek na festiwalu Utopiales. Zrozumiałem wtedy, skąd bierze się jego poczucie humoru.

Czy kusi Pana zrobienie scenariusza komiksowego według jednej
z powieści Vance'a?

Arleston: Tak, nawet bardzo. To byłoby prawdziwe wyzwanie - tak jak w kinie: pokonanie drogi od tekstu do obrazu. W istocie komiks pod tym względem jest bardzo bliski filmowi. W komiksie nie można przez osiem stron pokazywać dwóch facetów gadających w kącie, choć na kartach powieści jest to możliwe.
Uwielbiam u Vance'a długie fragmenty dotyczące targowania się. Bawiłem się w napisanie podobnych na użytek komiksu, jednak mogą trwać w 6, maksymalnie 7 kadrach. Przedłużenie ich mogłoby zachwiać równowagę całości. U Vance'a sceny targowania się są poematami.

A Pratchett? Miał Pan okazję go spotkać?

Arleston: Nie miałem odwagi mu się naprzykrzać. Zawsze otacza go taki tłum,
że nie chcę mu przeszkadzać, choć jestem jego fanem. Od początku śledzę jego karierę.
Jego poczucie humoru bardzo mi odpowiada. W ogóle lubię angielski humor.
W jednej ze swych powieści Pratchett definiuje nowojorską sekundę jako najmniejszą jednostkę czasu na świecie.
To chwila, w której światła zmieniają się na zielone, a taksówka z tyłu zaczyna trąbić. Świetne!

Porozmawiajmy o książkach, jakie się ukazały na temat Lanfeusta.

Arleston: Nicolas Jarry pierwszy wpadł na pomysł, by zaadaptować komiks
o Lanfeuście na potrzeby książki. Szybko jednak zarzuciliśmy ten projekt. Potem skontaktowało się ze mną wydawnictwo Hachette. Do napisania powieści wyznaczyli dwóch scenarzystów gier role playing. Szybko doszedłem z nimi do porozumienia... Czuli ducha Lanfeusta. Napisali bardzo dobry tekst, który trochę poprawiłem. Dwa tomy sprzedały się chyba w 25 000 egzemplarzy - porażka, być może ze względu na format książek. Trudno. Może za jakiś czas zrobimy inną wersję, nawet wyłącznie dla zabawy. Mam wyjątkowe szczęście: praca nad Lanfeustem w kosmosie i Trollami zajmuje 20% mojego czasu, przynosząc 90% dochodu. Równie dobrze mógłbym więc zajmować się tylko tymi dwiema seriami. Resztę robię dla zabawy. Dużo ludzi sądzi, że sukces sprawia, iż stajemy się więźniami wymyślonego przez siebie bohatera. A jest na odwrót - właśnie on zapewnia nieprawdopodobną wolność. Nie tylko pieniądze, ale także większą swobodę, gdyż wydawca będzie skłonny nawet stracić trochę pieniędzy na niektórych projektach, jeśli zarobi na innych. Sukces jest luksusem.

Czy to właśnie jest powód, dla którego zdecydowałeś się na kontynuację przygód Lanfeusta - tym razem w kosmosie?

Arleston: Nie, skądże. Tyraliśmy z Tarquinem [rysownik Lanfeusta - przy. red. pol.] przez 10 lat. Przez kolejnych 10 lat cieszyliśmy się sukcesem. Teraz odłożyliśmy dość pieniędzy, by wystarczyło nam do końca życia. Tak więc kontynuacja Lanfeusta, tym razem pośród gwiazd, została pomyślana po prostu dla zabawy.
Zresztą, możliwe, że pewnego dnia znudzi nam się praca nad Lanfeustem i zaprzestaniemy jej. Dodatkowe albumy to bonus (śmiech). Jest jeszcze inny powód. Gdy praca nad jakimś albumem Lanfeusta stanie się dla nas nudna, czytelnik się zorientuje. Publiczności nie da się oszukać. Ona takie rzeczy czuje. Dziś robimy z serią to, co nam się podoba. Niewykluczone, że kiedyś przestanie to odpowiadać gustom czytelników. Udało nam się stworzyć serię, która się spodobała publiczności, ale pewnego dnia może to się zmienić. Sam fakt, że udało nam się znaleźć tylu fanów, już sam w sobie jest cudowny. Każdy tom Lanfeusta ukazuje się dziś w startowym nakładzie 300 000. W najgorszym wypadku zejdziemy do 100 000.

Dzięki sukcesowi zyskaliście pewną wolność. Co macie ochotę dziś robić?

Arleston: Komiksy dobrej jakości. Jestem dzieciakiem i uwielbiam swój zawód. Bawię się. W dniu, w którym pisanie scenariuszy zacznie mnie wkurzać, zajmę się czym innym. Mam też nowe projekty nowych serii.

Jakiś czas temu uruchomiliśmy całą linię miniserii rozgrywających się w świecie Troy: Legendy Troy. Ten świat jest tak duży, że mogę opowiedzieć dowolną historię fantasy, bawiąc się geografią poszczególnych krain i różnymi epokami. W ramach Legend historia Tykko umieszczona jest wśród koczowników Delpontu, Noc Saffronu w należącej do baronów Hedulii, a C'ixi opowiada o samodzielnych przygodach ukochanej Lanfeusta. Z kolei coraz bardziej rozwijająca się seria Zdobywcy Troy ukazuje początki ludzkiej kolonizacji planety.

Oczywiście, nie ograniczam się do Troy. Pełną parą idą prace nad takimi cyklami fantasy, co Rozbitkowie z Ythaq czy Lasy Opalu. Mam też w głowie inne historie, które mnie bardzo śmieszą. No i są rysownicy, gotowi podjąć się ich narysowania.

Nasze serie

  • Fantasy Komiks

    Rozbitkowie z Ythaq


    Zręczne połączenie fantasy z science fiction. Rozbitkowie ze statku kosmicznego muszą przeżyć na dzikiej planecie, którą rządzi magia. Autorzy: Arleston (scenariusz), Floch (rysunki).

     

  • Fantasy Komiks

    Legenda


    Historię tę napisał i narysował sławny Swolfs (autor znakomitego horroru Książę nocy).
    Akcję opowieści umieścił w realiach średniowiecznej Europy, przez co komiks ten zaliczyć można do fantasy historycznej.

  • Fantasy Komiks

    Lasy Opalu

     

    Pełna przygód, pościgów i walki klasyczna opowieść typu
    sword & sorcery, w której heroiczne czyny bohaterów i magia wpływają na losy świata. Autorzy: Arleston (twórca całego świata Troy) i Pellet.

  • Fantasy Komiks

    Samuraj

     

    Dawna Japonia to kraina nie tylko samurajów, ale także odwiecznych demonów i złych magów. Jeśli ktoś zawładnie ich mocą, będzie mógł obalić samego cesarza. Cykl ze scenariuszem bardzo znanego we Francji Di Giorgio.

Główni Bohaterowie

  • GRANIT
    Seria ROZBITKOWIE Z YTHAQ

     

    Granit Welgoat - pani porucznik statku pasażerskiego "Warkocz Komety". Nie tylko bardzo ładna, ale też niezwykle energiczna.
    Po katastrofie statku
    na planecie Ythaq kieruje grupą rozbitków w walce z okrutnymi władczyniami tubylców. Bez wzajemności zakochana w techniku Narvarcie. Na Ythaq okazało się, że Granit posiada magiczną moc - może rozkazywać ogniowi!

  • NARVART
    Seria ROZBITKOWIE Z YTHAQ


    Przystojny technik ze statku "Warkocz Komety". Odważny i waleczny, ale dotkliwie cierpiący na chorobę morską
    i lokomocyjną. Nie dostrzega, że jest obiektem westchnień Granit, za to sam durzy się w pięknej Kalisto.

     

  • KALISTO
    Seria ROZBITKOWIE Z YTHAQ


    Niezwykle piękna i rozpieszczona pasażerka "Warkocza Komety".
    Ma jeden cel w życiu: znaleźć bardzo bogatego męża i resztę życia spędzić w luksusie. Sprytna i odważna, jednak także samolubna.
    Nie interesuje jej Narvart, a to z tego powodu, że nie ma grosza przy duszy.

  • TRISTAN
    Seria LEGENDA


    Tajemniczy, świetnie wyszkolony rycerz,
    który walczy z możnymi władającymi księstwem. Jest jedynym prawowitym spadkobiercą tronu,
    ale że przed laty zły wuj wymordował całą jego rodzinę i zagarnął władzę, Tristan musi wieść żywot błędnego rycerza. By odzyskać swoje dziedzictwo, korzysta ze wsparcia rozbójników i leśnej czarownicy.

  • SHAGGAN
    Seria LEGENDA


    Milos Shaggan to okrutny mag
    i czciciel zła, który jest głównym doradcą księcia Matthiasa.
    Właśnie Shaggan przed laty przekonał Matthiasa, by ten wymordował rodzinę swego brata
    i przejął władzę. Teraz mag tropi Tristana, gdyż wie, że tylko on jest w stanie obalić księcia-uzurpatora.

  • URFOLD
    Seria LASY OPALU


    Wuj Darko i Sleili. Znany bard, czyli wędrowny poeta
    i pieśniarz. Od wielu lat przygotowuje się do wspierania Darko w misji odszukania Tytanów Światła. Nie cofnie się przed niczym, by obalić wszechwładnych kapłanów.

  • DARKO
    Seria LASY OPALU


    Syn optyka z prowincjonalnego miasteczka. Dzielny, wierny i prawy, ale niezbyt błyskotliwy. Raczej przeraża niż cieszy go myśl, że jest zapowiedzianym przez proroctwo bohaterem, który obali tyranię złych kapłanów i przywróci rządy dobrych Tytanów Światła. Wraz z wujem Urfoldem i siostrą Sleilą wyrusza w daleką podróż, by odnaleźć Tytanów.

  • SLEILA
    Seria LASY OPALU


    Piękna siostra Darko, wychowana na wojowniczkę
    i znakomitą tancerkę. Jej celem jest wspieranie brata
    i wuja w misji obalenia tyranii kapłanów.

     

  • TAKEO
    Seria SAMURAJ

     

    Samuraj, mistrz miecza. Zrezygnował
    z objęcia wysokiej funkcji w szkole walki, by wyruszyć w świat
    i rozwiązać tajemnicę swego pochodzenia. Wydaje się mało sympatyczny, ale walkę w obronie słabych i niewinnych uważa za swój obowiązek. Tylko on może ocalić Japonię przed magicznym atakiem zbudzonego
    z długiego snu czarownika zwanego Trzynastym Wróżbitą.

  • SHIRO
    Seria SAMURAJ


    Sługa i przyjaciel samuraja Takeo. Leniwy, strachliwy, kłótliwy, a przy tym fatalny kucharz. Jednak nie opuści swego pana nawet w największej potrzebie, bo boi się, że jeśli zostanie sam, wpadnie w jeszcze gorsze tarapaty…

UWAGA!  W tomie 4. zapowiadamy kolejną część Legendy, jednak podjęlismy decyzję o wprowadzeniu do tomu 5. zupełnie nowej serii oraz nowych stripów. Legenda pojawi się w jednym z dalszych tomów. Mamy nadzieję, że ta zmiana wpłynie na Was jedynie pozytywnie.

NOWE SERIE!

Pierwszy album cyklu Zaraza

Stripy z serii Barbok i Blondella

* Kontynuacje serii: Rozbitkowie z Ythaq, Samuraj

* Stripy: Gobliny, Heroic Pizza

 

Do nabycia w kioskach i księgarniach od 4 września 2010.

Fantasy Komiks